poetka Hanka Nowobielska

powrót do strony archiwum: "Społeczność wsi ..."
Hanka Nowobielska (właściwe nazwisko Janina Fiutowska) urodziła się 11 maja 1912 roku w Łuczanach na Ziemi Lwowskiej. Od wczesnego dzieciństwa mieszkała w Białce Tatrzańskiej. Ukończyła siedem klas Szkoły Podstawowej. Debiutowała w 1936 roku na łamach poznańskiego Orędownika. Odtąd jej wiersze  ukazywały się w różnych pismach, zyskując uznanie czytelników.
Oto wiersz pt. Grabienie, napisany piękną, naturalną góralszczyzną, ukazujący wycinek prac polowych, wzięty wprost z życia podhalańskich gazdów:
Od zachodu dysc idzie,
okropny wiater duje,
a jo się telo swijom,
co ani rąk nie cujem.
Ej Mieły, Mocny kany
kieby się to udało,
żeby my siano zwieźli,
zakiela będzie lało?!
Tata coroz nukajom:
"swijojcie ze sie dziewki,
bo jak zwieźć nie zdolemy,
bedziemy kłaść w ostrewki".
Ale jo ino myślem,
ze przy pomocy Bozej
to się ta i w leterki
przed dyscem siano słozy.

Okrutnie słońce grzeje,
jaz woda coła rosi,
- jo mom ochotę śpiewać,
wesoło mi jakosi.
Ze my se, wiecie, potem
na fure jus kopiatom
pachnącej konicyny
siedniemy razem s tatom.
Słozy się jom w stodole
od ściany jaz do dźwierzy-
a jo se noń z Helinom
spać pódem po wiecerzy.
Jest to wierny opis wysiłku podczas grabienia, które z pośpiechem starano się zakończyć i zebrać siano na wóz (na fure) przed nadchodzącym deszczem. Autorka opisuje w ujmujący sposób perspektywę szczęścia i radości po zakończeniu pracy. Wtedy to, dziewczęta pojadą na kopiastej furze pachnącej koniczyną, złożą koniczynę w stodole a po wieczerzy ułożą się tam do snu.
Niezwykłą popularność zdobył sobie pod koniec lat trzydziestych na Podhalu inny wiersz Hanki:
Lalki
Kumoski i spólnice
wrózyły w swoik godkak,
ze kiedy jo wyrosne,
be se mnie dobro matka.
Bo jo kie ino, wiecie,
smaciątka ka dopadła,
tok popki owijała
i w kolebecce kładła.
Miała jo dość tyk lalek:
duzyk i cołkiem małyk-
były tam nawet takie,
co ocy zawierały.
Kiek miała lat śtyrnoście,
ostatnią mi kupili,
choć mie juz przedtem łoni
Józkowi wyraili...
Ale mnie wydać młodo
mamusia załowali,
to mi kupili lalke,
byk była dzieckiem dalej.

Piekno to była popka,
z Krakowa sprowadzano-
cosi jaz dwaścia złotyk
wydali na niom mama.
Lezy se haniok w sofie-
mom przecie jom dosiela-
downiej tok ś niom po izbie
skokała mało  wiela.
Teroz jom wyjmiem casem
i patrzem na gębusie-
lec sie mi z całej duse
inaksej fce lalusie...

Byłaby to wej radość
lo syćkik nos w chałupie,
ale nijak nie bedzie,
bo jakoz jo jom kupie?
Matka poetki, Maria Łukasiewiczowa, była nauczycielką w Łuczanach w powiecie bóbrkowskim, niedaleko Lwowa. I tu przychodzi na świat Jarosława Janina Łukasiewiczówna, później Hanka Nowobielska. Ojciec  nauczyciel, zaginął w czasie I wojny światowej. Wybuch wojny w 1914 roku zastał matkę z dwuletnią córeczką na wsi u znajomych, skąd nie miały już powrotu do Łuczan, objętych działaniami wojennymi. Trzeba było wyruszyć w wędrówkę w ślad za Krajową Radą Szkolną, która przez pewien czas wypłacała uciekinierom pensję. Po paromiesięcznej tułaczce na obszarze Galicji i Moraw Maria Łukasiewiczowa z malutką Janką dotarła na Podhale, do czego skłoniły ją zachęty i namowy przyjaciółki, nauczycielki z Białki Tatrzańskiej.
Osiedlenie się na Podhalu nie oznaczało kresu wędrówki. Wprawdzie dwie kobiety, matka z córką, zostaną tu już na zawsze, w iluż jednak miejscowościach tego regionu przyjdzie im jeszcze zagrzać kąty! Najpierw, w Nowym Targu, następnie w Ludźmierzu, gdzie zaopiekował się nimi miejscowy proboszcz kapłan społecznik, dobrze zapisany w kronikach Podhala  ksiądz prałat Piotr Krawczyński. Człowiek ten postarał się o pracę nauczycielską w Podczerwonym, potem znów w Morawczynie i Bańskiej, w Brzegach i ostatecznie w Białce Tatrzańskiej, gdzie już w wolnej Polsce osiedliła się pani Łukasiewiczowa na stałe. Przez trzynaście lat nauczała tutaj, by w 1955 roku dożyć kresu swoich dni. Wraz z nią przylgnęła na zawsze do tej sławnej wsi góralskiej Hanka Nowobielska.
Wędrówka od jednej wsi podhalańskiej do drugiej, to jej dzieciństwo spędzone na przenosinach ze wsi do wsi, aż do osiedlenia się w Białce, w której zadomowiła się już na dobrze  i tu zresztą, zanim dorobiła się własnego domu, mieszkała z matką kolejno u różnych rodzin góralskich, co pozostawiło w duszy dziecka - chowanicy osad smętku i goryczy. Był on jakby stanem przyrodzonym uwarunkowanym naturą ogromnie delikatną i wrażliwą, uczuloną na wszystkie cienie i nędze tego świata w stopniu o wiele większym niż to, co się u dzieci zdarza. Ale dzieci, nawet te najbardziej przez los skrzywdzone, widzą w otaczającym je świecie przede wszystkim dobro i piękno i chłoną z niego wszystko co tajemnicze, fascynujące, budzące zachwyt. A świat podhalański z sinym łańcuchem Tatr na horyzoncie, z wierchami i dolinami pokrytymi świerkami i zasłanymi upajająca trawą, z rwącymi potokami, huczącymi jak w Białce tuż pod domem, z kierdelami owiec, turlikającymi dzwonkami i pilnowanymi przez ogromne, groźnie wyglądające  łagodne owczarki, z watrami rozpalonymi wieczorem pod lasem, w których piekło się przewyborne grule. Z góralkami i góralami, spieszącymi do kościoła w swych bajecznie kolorowych strojach, z muzyką, śpiewami i tańcami, od których dostawało się zawrotów głowy cały ten świat oczarował duszę małej Hanki i zdobył ja sobie na zawsze.
W 1937 roku dziesięć utworów Hanki Nowobielskiej znalazło się w antologii Stanisława Pigonia Poezja młodego Podhala.
A oto jeden z wierszy o subtelnej tematyce przepełnionej dziewczęcym pragnieniem miłości i szczęścia:
Fciałabyk spytać się scerze,
jak Ci sie wiedzie, co robis przez całe dnie?
Cy Ci tyz dobrze, cy Pon Bóg o Tobie wie...
za telo moje pacierze?
Cy Ci sie o mnie kie przybocy?
Cy mnie choć troske widzis rod?
Jo wiem, ze i nojlepse serce przeinacy
zdradliwy świat.
I wiem, ze syćka chłopcy jednacy,
ale kie o tym myśle,
to zazdrość gryzie mnie jak zły pies.

Dyć i mnie haw wydają
- mom przecie roki  coz fces?
Ale mi na sercu smutno wse...
Choć jakik mi chłopców rajom,
choć kiedy u nos gwarno,
ale jo przecie jednego ino fcem:
(jakoz mi się to w słowak zmieści?)
zebyś Ty mnie
choć roz w zyciu do siebie ciepło przygarnął,
z całego serca upieścił
i rzekł:
nie płac, Hanuś, minęło syćko złe...
W roku 1937 Janina Łukasiewiczówna wyszła za mąż za Józefa Fiutowskiego, utalentowanego cieślę i budowniczego, rodem spod Krakowa, ale mieszkającego w Białce Tatrzańskiej. O nim to jako o "Ojcyzny skrowku" pisze poetka później w wierszu Chałupecka:
Od starości schylonego ku ziemi
przed dyscami, jak drzewiej juhaska,
odziewa się goncianom zopaskom,
zaś przed holnym  ramieniem jasieni.

Słonko rade se lego na płazak,
przyrumienio ik jako podpłomień,
przed oknami cyrwone giergonie
i po tłocku se kroco śpok gazda.

Świat na piekność otwarty gór klucem,
na tom prowde, ftoro się nie ucnie,
na tom mądrość, co w zyciu koniecno,
nie z rozumu wysnuto, ba z serca.

Syćko swojskie, przychylne i downe,
moja młodość  Ojcyzny mej skrowek.
Lata okupacji hitlerowskiej przeżyła poetka, wraz z mężem, w Białce, w ustawicznym napięciu i zagrożeniu, bo dom Fiutowskich stojący tuż nad rzeką Białką, stanowiącą wtedy granicę ze Słowacją - był pod stałą obserwacją placówek niemieckich. Fiutowski nie uniknął dwukrotnego aresztowania, a sama poetka, niejednokrotnie pomagała mężowi w przeprawach na Słowację. Większość ludności Białki utrzymywała się z różnego rodzaju przemytu. Nasza poetka szczęśliwie przetrwała okupację tym dla niej cięższą, że miała przy sobie troje maleńkich dzieci.
Rok 1945 przyniósł wyzwolenie spod okupacji, ludzie odetchnęli, ale Hance Nowobielskiej los zadał bolesny cios: umiera jej mąż, człowiek w pełni sił, zostawiając ją z matką emerytką i trojgiem dzieci.
Dzielnie poetka białcańska zniosła ten ciężki los, wychowała i wykształciła dzieci nie rozstając się z kartką i twórczym piórem.
W roku 1965 jej dorobek ogłoszono w antologii pt.: Od Bugu do Tatr i Bałtyku. Następnie drukowano je w zbiorach poezji ludowej, zamieszczono je m. in. w tomie pt.: Wiersze proste jak życie (1966), w Antologii współczesnej poezji ludowej (1967) w trzech kolejnych rocznikach Wsi tworzącej (1966, 1968, 1970).
Wreszcie w 1970 roku Hanka Nowobielska doczekała się pierwszej indywidualnej książeczki poetyckiej pt.Kukułecka.
A oto miły i wdzięczny tytułowy wiersz gwarowy:  Kukułecka
Za moik casów dzieweckik
pytałak się kukułecki,
za kielo wydom się roków,
a kie zacena kukanie
z śmiechami krzycałak na nie,
by wreście dała już pokój.
Bo zawdy w gęstych kaś chraściak
kozala cekać lat dwadzieścia,
zaś dzieci miałak mieć kope.
Widno to radość kukułca
z dziewkami tak sie przekucać
i syćko wrózyć na opak.
Dziś kie się wiesna otawi,
mogem kukułce postawić
jedno pytanie rozumne;
Wrózbiarko, pomyślij trzeźwo
i jak cyganka mie nie zwodź,
ba, powiedz  kiedy jo umre?
Ugwarzania z kotem to drugi zbiorek wierszy poetki. Wielokrotnie dorobek artystyczny Hanki był nagradzany: m. in. zdobyła I nagrodę w konkursie pisarzy ludowych, urządzonym przez Towarzystwo Miłośników Kultury i Sztuki Góralskiej w roku 1961; I nagrodę w konkursie zorganizowanym w 1966 roku przez Klub Pisarzy Ludowych w Lublinie; zaś w 1969 roku na konkursie dla uczczenia 25 rocznicy Polski Ludowej otrzymała II miejsce. Parokrotnie zdobyła nagrody na konkursach poetyckich Klubu Literackiego w Zakopanem. Otrzymała również nagrodę artystyczną im. Jana Rocka, ustanowioną przez redakcję Chłopskiej Drogi w 1972 r., oraz wyróżnienie na konkursie poetyckim zorganizowanym przez redakcję Przewodnika Katolickiego dla uczczenia pamięci O. Maksymiliana Kolbego w 1972 r.
W roku 1965 otrzymała odznakę Zasłużonego Działacza Kultury, a w 1973 roku Złoty Krzyż Zasługi.
Dnia 3 lutego 1992 roku odchodzi od nas na zawsze pochowana na białczańskim cmentarzu u stóp drewnianego, zabytkowego kościółka. Śpi  nasza poetka zasłuchana w szum wiekowych drzew, szczebiot ptaków - śpi i pewno nadal wiersze składa.


© 2001, Alina Pilch, Białka Tatrzańska latem i zimą, wydanie własne.

<< powrót do strony "znani Białczanie"